Jak na listopad przystało, kolejna świetna impreza z charakterem. To dzięki szanownej jubilatce (100lat!) i jej fantazji nie przebranej oczywiście. Tym razem zabawa w klimatach zaprzeszłych, PRLem wionących. Muzyka z winyla. Śledzik, kiszone ogóreczki, nóżki w galarecie, bigosik, pasztetowa - mniam! Wyborowa, żytnia, piwko w granatach i papierosy popularne bez filtra. Uf... działo się! A działo się mocno i z przytupem dzięki barwnej ekipie z sercem i zrozumieniem do klimatu lat minionych traktującej :-)
Późno jesienny objazd po trzech zacnych miastach. Lublin, Zamość, Sandomierz. Sam nie wiem, które bardziej przypadło nam do gustu, bo każde ma swój charakter i klimat. W Zamościu nigdy wcześniej nie byłem, chyba dlatego zrobił na mnie największe wrażenie. Z chęcią tam wrócę, z resztą reszta ekipy jest tego samego zdania :-)